„Co zrobić, gdy dziecko..?”

„Co zrobić, gdy dziecko..?”
10 pytań i odpowiedzi na podstawie książki J. Rogge.

KWIECIEŃ

 

            Każdy z nas zastanawia się czasem: „Co powinnam/powinienem odpowiedzieć mojemu dziecku?”, „Co teraz zrobić?”, „Jak zareagować?”. Odpowiedzi na niektóre z nurtujących nas pytań odnajdziemy w I części poniższego artykułu.

 

Pytanie 1. Sprzątanie. Dlaczego dzieci uwielbiają bałagan?

- Ostatnio mój Peter, gdy poprosiłam by zrobił porządek, odpowiedział, że nie ma na to ochoty. Byłam wściekła i krzyknęłam: „Myślisz, że ja mam na to ochotę?!”. I on mi odpowiedział całkiem spokojnie: „To można to przecież tak zostawić.”

Co robisz?
a) Mówisz zupełnie spokojnie: „Cóż, posprzątasz nawet jeśli nie masz ochoty” i dodajesz: „Pomogę Ci przez pierwsze pięć minut”.
b) Nie masz ochoty na kontynuowanie dyskusji na temat sprzątania. Uznajesz, że dzieci powinny móc robić w swoim pokoju co chcą, ale w pozostałej części domu chcesz mieć porządek.
c) Raz w tygodniu mówisz dzieciom, by trochę ogarnęły swój pokój, bo trzeba go odkurzyć. Wszystko, co będzie leżało na podłodze zostanie wessane. Wiesz, że ta metoda nie jest szczególnie cenna pedagogicznie, ale sądzisz, że warto ją wypróbować. Bo gorzej przecież i tak nie będzie!

Preferuję odpowiedź A oraz C.

U młodszych dzieci, pomiędzy drugim a szóstym rokiem życia, trzeba rozróżnić, czy dziecko nie chce sprzątać, czy też nie umie ono tego zrobić. Młodsze dzieci preferują: „porządek bałaganiarski”, co oczywiście stoi w sprzeczności z oczekiwanym przez rodziców ładem.

Dzieci lubią względny porządek, który pozwala im dać sobie radę przy poszukiwaniach, ale tracą orientację, jeśli wokół jest za dużo rzeczy. Odbierają to jako chaos, nie mają ochoty go porządkować. Dlatego dzieciom w wieku przedszkolnym warto pomóc przy sprzątaniu.

Niektóre pokoje toną w powodzi rzeczy, które nie są w ogóle potrzebne ani dzieciom, ani tym bardziej rodzicom. Usunięcie tych przedmiotów w porozumieniu z dzieckiem – pomoże mu na nowo stworzyć przejrzysty obraz własnych rzeczy. Stąd rada – przeglądajmy ubrania dzieci, zabawki i róbmy co jakiś czas generalny porządek w ich szufladach. Tam gdzie mniej rzeczy – łatwiej o porządek oraz motywację.

Pytanie 2. Pomoc w domowych obowiązkach. Jak zmotywować dzieci?

- Można wyrwać sobie włosy z głowy! – złości się Hanna, mama 5-letniego Patryka.  – Kiedy proszę go o cokolwiek, choćby o opróżnienie kosza na śmieci, wie, że ma to zrobić natychmiast. Ale nic się nie dzieje. Muszę go jeszcze co najmniej 10 razy usilnie prosić, wówczas być może to zrobi!

Co robisz?

a)      Ponieważ masz dość tych dyskusji, robisz to sama/sam i oszczędzasz sobie niepotrzebnych kłótni

b)      Mówisz dziecku, że dopóki nie wykona danej czynności, np. nie będzie oglądał telewizji, bo wiesz, jakie drobne środki przymusu skłaniają je do współpracy

c)      Omawiasz z dzieckiem zadania, których wykonania oczekujesz w określonym czasie. Powstają plany, spisane na kartce, w których uwzględniona jest pomoc dziecka w domu.

 

Preferuję odpowiedź C.

Dzieci nie chcą być wyłącznie obsługiwane: chcą potwierdzić swoją przynależność do rodziny przez współudział w domowych zajęciach. Ta potrzeba powstaje bardzo wcześnie. Nawet dwu i trzyletnie dzieci chcą pomagać w nakrywaniu do stołu, mieć swój niewielki, ale ważny udział w gotowaniu. Gdy dorastają, należy je wprowadzić w obowiązki jasno i konkretnie je z nimi omawiając. Można to robić już od czwartego, piątego roku życia. Przy czym obowiązki dzieci muszą być adekwatne do ich wieku i możliwości.

*      Dla dzieci ważne jest regularne uczestnictwo w zadaniach. Dlatego trzeba stworzyć plan, w którym wymienione są ich obowiązki. Ustalcie razem, do kiedy mają być wykonane

*      Pamiętaj: jeśli dzieci nie wykonują zadań, może to mieć związek z tym, że nie są one adekwatne do ich wieku i fazy rozwoju. Trzeba wspólnie z dzieckiem regularnie weryfikować plany

*      Przypominaj dziecku rano lub około południa o zadaniach, które ma zrealizować. Im młodsze dziecko, tym trzeba mu o zadaniu przypominać częściej i bliżej momentu jego wykonania

*      Przypominaj dziecku o obowiązkach przyjacielskim, ale stanowczym tonem. I zachęcaj je, mówiąc, jak bardzo ci się podoba to, że wykonało zadanie. Przypominaj też o zadaniach niewykonanych, nie przechodząc od razu do wyciągania konsekwencji.

Pytanie 3. Wyjątki. Czy zawsze trzeba być konsekwentnym?

Wkrótce przyjdą goście. W kuchni panuje pośpiech. Mąż obiecał, że pomoże w przygotowaniu jedzenia, ale oczywiście się spóźnia. Typowe! Dzieci marudzą, biegają dookoła, drażnią. Przychodzi Julka, siedmiolatka i pyta: - Mamo, mogę obejrzeć z Robertem jeszcze jeden odcinek bajki? – Proszę, mamo! Dziewczynka nalega, chociaż obejrzała już 2 odcinki, na które umówiła się z mamą.

Co robisz?
a) Jesteś konsekwentna/konsekwentny, przypominasz o umowie, prosisz dzieci, by natychmiast wyszły z kuchni. Ryzykujesz, że będą dalej nalegać, ale uważasz, że pobłażanie osłabia twój autorytet.
b) Sądzisz, że pedagogiczna poprawność nic tu nie pomoże, nieważne, co piszę eksperci. Ulegasz ze słowami: „Dziś wyjątkowo!”, aby móc spokojnie pracować.
c) Mówisz: „Możecie dziś obejrzeć jeszcze jeden odcinek, za to jutro obejrzycie o jeden mniej!”

Odpowiedź C świadczy o pewnej swobodzie działania i spokoju, ale w gorsze dni odpowiedź B też jest jakimś wyjściem.

Sporadyczne odstąpienie od umowy może sprawić, że dziecko zrozumie, że rodzice nie są maszynami i nie muszą mieć zawsze racji, że potrafią się dostosować do różnych okoliczności. Być może niezbyt poprawną pedagogicznie, ale praktyczną strategią bywa następujące zdanie: „Dziś możecie obejrzeć o jeden odcinek więcej, a jutro obejrzycie o jeden odcinek mniej”. Dzieci się ucieszą, a my będziemy mieć czystsze sumienie, przyjęcie domowe bez zarzutu. Rozsądne wyjątki, określone z góry i ustalone razem, nie osłabiają rodzicielskiego autorytetu. Niekonsekwentnie działa tylko ktoś, kto dopuszcza wyjątki, a potem znów ich nie dopuszcza. Dla wszystkich jest lepiej, gdy dopuszcza się wyjątki, przede wszystkim wtedy, gdy wiadomo, że i tak nie da się dotrzymać obietnicy. Rozsądne wyjątki wzmacniają autorytet!

Pytanie 4. Gryzienie i bicie. Co mogę zrobić, gdy tak zachowuje się mój 3-letni syn?

Paweł już w wieku dwóch lat zyskał złą sławę na placu zabaw. Gdy jego mama wraz z nim pojawiała się przy piaskownicy, zauważała na twarzach przestraszonych matek innych dzieci niemy krzyk: ‘Ratunku, nadchodzi Paweł!”. Bo Paweł jest znany jako „gryzący potwór”. Wiele dzieci go lubi, ale ich mamy – zdecydowanie nie. Paweł zdaje się odczytywać z twarzy mam to, czego się po nim spodziewają, więc gryzie! Jego mama jest bezradna.

Co robisz?

a)      Nie wychodzisz z synem na plac zabaw, ponieważ wstydzisz się, że masz „gryzącego syna”.

b)      Przed wyjściem upominasz syna, by nie gryzł, nie szturchał i nie drapał. Jeśli mimo to źle się zachowuje, namawiasz go, by przeprosił inne dzieci. Jeżeli tego nie robi, zastępujesz go, przepraszając w jego imieniu. Później zabierasz syna z placu zabaw.

c)      Masz świadomość impulsywnych reakcji swojego syna. Dlatego rozmawiasz z nim o tym często w nadziei, że porzuci aspołeczne zachowania. Unikasz jednak takich rozmów w obecności innych dzieci! W tej sprawie wolisz z nim rozmawiać w cztery oczy.

 

Nawet jeśli to trudne to preferuję odpowiedź C.

Dzieci w wieku od półtora roku do trzech lat jeszcze nie potrafią powiedzieć: „nie”; przychodzi im z trudem słowne określenie granic. Znacznie chętniej robią to gestami: jedne kopią, inne plują, jeszcze inne drapią i biją, a są i takie które gryzą.

 

Gryzienie jest na ogół odruchowe. Zamiast wciąż pouczać dziecko, że nie powinno gryźć, lepiej dać mu do gryzienia inny bezpieczny przedmiot, na którym będzie mogło się wyładować w chwilach silnego wzburzenia, złości. Gryzienie jest odruchem, co sprawia, że słowa: „Przestań gryźć!” – nie pomogą. Lepiej w takiej sytuacji przekierować złość na wybrany do tego przedmiot.

 

W przeciwdziałaniu drapaniu, popychaniu i gryzieniu sprawdziły się trzy strategie, choć nie da się całkowicie zapobiec tym mało społecznym zachowaniom.

1.      Nawet w chwilach wielkiego wzburzenia unikaj krzyczenia na dziecko, bo to prowadzi do reakcji wręcz przeciwnej do oczekiwanej.

2.      Jeśli zauważysz, że twoje dziecko w piaskownicy lub na placu zabaw nie trzyma się ustalonych reguł, na chwilę zabierz je z tego miejsca. Taka przerwa, na którą oczywiście musicie się przedtem umówić, może zapobiec nasilaniu niepożądanych zachowań.

3.      Unikaj upokarzania dziecka przez głośne napominanie go w obecności innych.

 

Umówcie się na jakieś „Magiczne zaklęcie”, które będziecie znać tylko on i ty. Wówczas unikniesz ciągłego wykrzykiwania imienia dziecka albo słowa: „Nie!”. Będzie to dla dziecka wskazówka, by przypomniało sobie o umowie.

 

Pytanie 5. Niesławny klaps. Jak temu zapobiec?

Mama czteroletniego Jasia jest całkowicie wytrącona z równowagi. Chociaż prosiła go o spokój, bo była w kuchni, zajęta gotowaniem, Jasiu ciągłym przeszkadzaniem i marudzeniem doprowadzał ją do białej gorączki. I gdy mimo wszystko nie udało mu się skupić na sobie uwagi mamy – napluł na podłogę. Gdy mama krzyknęła: „Tylko spróbuj to zrobić jeszcze raz!”, chłopiec plunął w jej kierunku. Mama opowiada, że wyszła z siebie i dała mu klapsa w pupę.

Co robisz?

a)      Masz świadomość, że bicie dzieci jest niewłaściwe, ale czasem ręka sama chce wymierzyć klapsa. Uważasz, że człowiek powinien lepiej panować nad sobą, wówczas się to nie zdarzy!

b)      Masz przekonanie, że dzieci muszą czuć, kto tu rządzi, w przeciwnym razie zyskają przewagę. Według ciebie klaps jeszcze nikomu nie zaszkodzi!

c)      Masz świadomość, że klaps może się czasem zdarzyć! Wiesz jednak, że trzeba wówczas przeprosić dziecko, ponieważ to naruszenie jego cielesnej nietykalności. I należy zastanowić się nad tym, jak w przyszłości uniknąć wymierzania kar cielesnych.

 

Polecam odpowiedź C.

Bicie dziecka i inne kary cielesne to pedagogiczna porażka osoby zajmującej się wychowaniem. Stwierdzenie: „Klaps nikomu jeszcze nie zaszkodził” bagatelizuje, umniejsza, lekceważy prawo dziecka do cielesnej nietykalności. Jeśli zdarzy ci się dać klapsa dziecku przeproś za to co zrobiłeś. Dzieci muszą wiedzieć i dokładnie rozumieć, a nie domyślać się, czego rodzice chcą, na podstawie burczenia, krzyków czy bicia. Jasność i zdecydowanie wyraża się mimiką, gestykulacją, tonem głosu i treścią wypowiedzi. Te wszystkie elementy muszą iść ze sobą w zgodzie.

Pytanie 6. Ataki furii. Co zrobić, gdy moja córka wychodzi z siebie?

Ania, ośmiolatka, regularnie kaprysi. Przeklina, tupie, wyzywa rodziców, bije pięściami, wrzeszczy! – Teraz jest inaczej niż podczas wcześniejszych ataków furii. To wygląda jakoś inaczej! – zauważają rodzice. – Ale równie strasznie! Co można z tym zrobić?

Co robisz?

a)      Rozumiesz wściekłość swojej córki, ale nie chcesz być obiektem jej ataków. Urządzasz wraz z córką kącik wściekłości, w którym może rozładować agresję zgodnie z ustalonymi zasadami.

b)      Przeczekujesz atak wściekłości córki, wiedząc, że w końcu minie, opuszczasz pokój, aby nie uczestniczyć w tym „dramacie”, a także dlatego, że wiesz, że agresja jest dziwnie zaraźliwa

c)      Próbujesz przemówić do córki łagodnością. Mówisz jej, że naprawdę nie powinna teraz kaprysić. Prosisz za każdym razem: „Proszę, skarbie uspokój się wreszcie!”.

 

Zależnie od sytuacji albo nastroju w danym dniu – rozwiązanie A lub B.

Wybuch złości jest reakcją fizjologiczną: uczestniczy w nim całe ciało. Ponieważ przez jakiś czas dziecko jest wściekłe, może dochodzić do niekontrolowanych odruchów, którym towarzyszą głośne piski. Wściekłość nie ma nic wspólnego z przemocą. Przemoc, jak twierdzi psycholog Isabelle Filliozat, jest skutkiem tłumienia wściekłości: przemoc niszczy. Wściekłość jest zaś konstruktywna, ponieważ uwalnia od wielu silnych napięć. Aby jednak nie zmieniła się w destrukcję, trzeba dziecku uświadomić, że jego wściekłość nie może szkodzić innym ani ich urażać, nie należy jej też kierować przeciwko sobie ani przedmiotom.

 

Ważne, aby w żaden sposób nie komentować ataku wściekłości, nie tamować go groźbami czy próbami przekupstwa ani nie tłumić. Być może pomocna będzie przy tym myśl, że wybuch wściekłości, podobnie jak atak furii, nie jest skierowany przeciwko konkretnej osobie, ale jest wyrazem stanu napięcia, które musi zostać przez dziecko jakoś rozładowane.

 

Nie każde dziecko reaguje wściekłością. Niektóre szukają rozładowania w niepohamowanym ruchu, inne angażują się w niekończące się odgrywanie ról, jeszcze inne szukają odosobnionego miejsca, bo wolą zostać same.

 

Jeśli dzieci czują, że w swoim bezsilnym gniewie nie są odrzucane, „kącik wściekłości” jako produktywny rytuał może uświadomić im dwie zasady:

1.      Mam prawo być wściekły, ale tak, żeby nie zranić nikogo, również siebie

2.      Rodzice mnie kochają także wtedy, gdy wychodzę z siebie z wściekłości.

 

Pytanie 7. Ssanie palca. Jak odzwyczaić dziecko?

Tomek ma trzy i pół roku i lubi ssać kciuk, zwłaszcza lewy. Tomek jest bardzo dobrze rozwinięty intelektualnie, potrafi się wypowiadać w sposób zróżnicowany, sprawia wrażenie bardzo towarzyskiego i otwartego. Gdy wraca z przedszkola, sadowi się wygodnie w narożniku sofy, siedzi zatopiony w myślach i – myk – jego kciuk już jest w buzi. Lewy oczywiście. I chłopiec marzy. To samo dzieje się wieczorem w łóżku – gdy słucha czytanych mu historyjek, ssie palec. Mama Tomka obserwuje to z troską i nieufnością. Ale im częściej przypomina synowi, by przestał ssać palec, tym szybciej kciuk wędruje do buzi.

Co robisz?

a)      Ignorujesz ssanie kciuka mimo ostrzeżeń dentysty, który mówi, że zbyt intensywne ssanie palca może prowadzić do uszkodzenia zębów i żuchwy

b)      Jednoznacznie uświadamiasz synkowi konsekwencje ssania kciuka, posługując się argumentami dentysty i przypominasz mu o tym, gdy tylko widzisz, że chce włożyć palec do buzi

c)      Wiesz z lektur, że ssaniem palca dziecko uspokaja samo siebie, kiedy musi sobie poradzić z nadmiarem wrażeń. Ssanie palca ma zatem dla niego istotne znaczenie. Zastanawiasz się, jak zastąpić je innymi formami odprężania się.

 

Odpowiedź C jest właściwa

Ssanie palca jest rodzajem uspokajającej czynności i regresji. Tego typu zachowania nie da się wyeliminować zakazami ani naciskiem. Prowadzą one tylko do niepotrzebnej walki o to, kto zwycięży, przez co czynność ta staje się dla dziecka jeszcze ważniejsza. Moja wskazówka: Szkoda tak wielu słów na ssanie kciuka! Ważne natomiast by rodzice wprowadzili rytuał złożony z czułości i przytulania, który można włączyć do wieczornych rytuałów na dobranoc. Ów rytuał czułości i przytulania należy podtrzymywać przez dłuższy czas i obserwować, czy ssanie kciuka powoli traci dla dziecka znaczenie. O jednym trzeba pamiętać: dziecko przez wiele miesięcy i lat przyzwyczajało się do ssania kciuka i nie oduczy się tego szybko. Dlatego rodzice powinni uzbroić się w cierpliwość i dać dziecku czas. I jeszcze jedno: rodzice nie powinni ciągle komentować ssania palca. Jeśli dziecko włoży palec do buzi: można je delikatnie pogłaskać, najlepiej po drugim kciuku. Warto też wprowadzić rytuał na dobranoc: masaż obydwu kciuków, który może działać uspokajająco.

 

Pytanie 8. Układanie do snu. Jak uniknąć przy tym stresu?

Kasia jest dzieckiem „łatwym w obsłudze”, tak twierdzą jej rodzice. Jedyny problem, który mają z córeczką pojawia się wieczorem – Kasia ma tysiąc sposobów na to, żeby nie położyć się do łóżka i nas tym zdenerwować – śmieje się mama dziewczynki. – A to musi jeszcze iść do toalety, potem piżama ją drapie, potem szczelina między firankami jest za szeroka, potem zjawia się pod łóżkiem potwór, itd., itd. Istne szaleństwo.

Co robisz?

a)      Postanawiasz, że to musi się skończyć. Trzeba dziecku to wyraźnie uświadomić! W przeciwnym razie człowiek wciąż będzie pod jego presją!

b)      Wiesz, że musisz dziecku pomóc, by przejście od dnia do nocy było jak najprzyjemniejsze, więc twoje potrzeby schodzą na dalszy plan. Dobre samopoczucie dziecka jest najważniejsze.

c)      Chcesz wspomóc dziecko, by znalazło właściwy rytm zasypiania. Trzeba wypróbować wiele sposobów, być kreatywnym. Jeśli się jest nieprzejednanym, daje to taki sam efekt, jak nadmiar pobłażliwości. Każde dziecko może nauczyć się zasypiać, ale niektóre potrzebują więcej czasu. Chcesz się nad tym zastanowić i znaleźć sposoby, które uwzględniają zarówno potrzeby dziecka, jak i twoje.

 

Polecam odpowiedź C.

Zbyt często lekceważy się indywidualne różnice w długości snu u dzieci. Traktuje się je jednakowo, podczas gdy niektóre niemowlęta potrzebują osiemnastu godzin snu, a innym wystarcza dwanaście. Im dziecko starsze – tym mniej godzin snu potrzebuje.

Mniej więcej jedna trzecia dzieci ma problem z zasypianiem. Nie należy zbytnio się tym przejmować, jeżeli dzieci po wieczornym rytuale potrzebują jeszcze chwilę czasu, aby zasnąć. Po codziennym rytuale, jakim może być, np. czytanie bajki na dobranoc – dzieci jeszcze biorą maskotę, bawią się nią przez chwile, powierzają jej swoje troski albo opowiadają interesujące przeżycia. To jest naprawdę w porządku i wynika z potrzeby dziecka.

Warto zwrócić uwagę na to, że często problem z pójściem do łóżka i zasypianiem ma błahe przyczyny, np.

1.      Jeśli pójścia spać nie połączymy z indywidualnym spokojnym rytuałem, wszyscy znajdują się pod presją. Rytuały, o których dyskutuje się co wieczór, tracą wartość, nie dają poczucia bezpieczeństwa i nie budzą zaufania. Można włączyć do rytuału opowiadanie o wydarzeniach i przeżyciach z całego dnia. Dziecko pozbędzie się wtedy swoich trosk i ewentualnych zmartwień.

2.      Dzieci potrzebują zwierzątek przytulanek, ukochanych lalek albo przedmiotów, dzięki którym nie czują się samotne. Ciągłe doglądanie przez rodziców, ale też nieregularne pory kładzenia się do snu – nie pomagają pozbyć się kłopotów z zasypianiem.

 

Pytanie 9. Bunt na zakupach. Jak reagować, gdy dziecko dostaje ataku złości w miejscach publicznych?

Karolem wciąż wstrząsają ataki złości, opowiada jej mama. – Ostatnio leżał przez minutę na zimnej ziemi na bazarze, tylko dlatego, że naciągnęłam mu czapkę głębiej na czoło, bo wiał lodowaty wiatr. Karol rzucił się na ziemię i nie sposób go było skłonić, by wstał, ani groźbą, ani prośbą. Im głośniej mama upominała Karola – ten głośniej krzyczał, przy czym zatkał sobie uszy, aby nie słyszeć, co mówi. Gdyby tego jeszcze było mało, jakaś kobieta przechodziła obok i skomentowała całą sytuację słowami: „Takie rzeczy kiedyś się nie zdarzały!”

Co robisz?

a)      Też się wściekasz, denerwujesz na siebie, próbujesz skłonić syna do wstania. Gdy tego nie robi, stoisz bezradnie i masz nadzieję, że dziecko się w końcu uspokoi. A kobietę, która wszystko wie lepiej – ignorujesz

b)      Jeśli przez jakiś czas przemawiasz do syna, ale atak złości nie mija, ruszasz powoli przed siebie w nadziei, że dziecko w końcu przestanie wrzeszczeć i podąży za tobą.

c)      Pozostajesz przy dziecku, a przemądrzałą kobietę ignorujesz.

 

Jeśli jesteśmy w stanie je zastosować, najlepsze jest wyjście C.

Ataków złości się nie da uniknąć. Są wyrazem wewnętrznego rozdarcia dziecka – czuje się już duże, wiele potrafi, np. włożyć czapkę, a ciągle jest poprawiane przez dorosłą osobę. W efekcie czuje się manipulowane, bezradne i wpada w złość. Brakuje wówczas czasu na reakcję, czyli przekierowanie uwagi dziecka na coś innego. Dziecko szybko całkowicie traci panowanie nad sobą i żadna siła nie jest w stanie jego uspokoić. Pozostaje tylko jedno – zostać przy dziecku – stać po jego stronie: najdosłowniej rzecz ujmując – i być blisko niego. Ale już nie wpływać na nie, ani fizycznie, ani werbalnie. Rozmowa nie ma w tym momencie żadnego sensu, żadne słowa nie będą docierały. Dziecko chce, aby zostawić je w tym momencie w spokoju, ale mimo tego potrzebuje zainteresowania. Warto pamiętać, że ataki mijają tak szybko jak się pojawiają. Złośliwe uwagi obcych można ignorować lub zapytać: „A może mi Pan/Pani doradzi, co powinnam zrobić?”. Taka uwaga powinna wystarczyć J

 

Pytanie 10. Kara i konsekwencje. Jaka jest różnica między nimi?

- Cóż – wyjaśnia mama ośmioletniej Julki – „Bez kary po prostu się nie da. Jak inaczej mam wyegzekwować przestrzeganie zasad i umów? Bez tego dzieci robią, co chcą. Nie dam już sobie więcej wchodzić na głowę!”. Mama twierdzi, że już dość. A jej córka może sobie próbować terroryzowania, ile chce, ale to bez skutku.

Co robisz?

a)      Uważasz, że kary są potrzebne, gdy dzieci przekraczają granice. I muszą zaboleć: nie fizycznie, ale powinny być dotkliwe

b)      Jesteś zdania, że dzieci mają prawo przekraczać granice. Ale kary, które się im potem wymierza nic nie wnoszą. Stosując kary, wychowuje się ludzi, którzy są nadmiernie ulegli, pozwalają innym  na zbyt wiele w stosunku do siebie, a później sami potrafią tylko karać.

c)      Kary oczywiście nic nie dają, ale masz przekonanie, że dzieci muszą odczuć skutki przekraczania ustalonych granic. Dlatego od kar znacznie lepsze są konsekwencje, naturalne skutki. Tyle że czasem nie jest łatwo odróżniać konsekwencje od kary i umiejętnie je wykorzystywać.

 

Odpowiedź B i C opisują ten złożony temat najtrafniej.

Kary mogą wprawdzie doraźnie zakończyć jakiś konflikt („Jeśli teraz nie zaczniesz odrabiać lekcji – potem nie będziesz oglądał telewizji!”), ale to krótkotrwały sukces, ponieważ kary nie dają dzieciom żadnej możliwości zmiany zachowania, którym przekroczyły granice.

Kara:
- prowadzi do tego, że rodzice „legalizują” swoją pedagogiczną agresję;
- wywołuje u dzieci poczucie, że zawiodły – JESTEM DO NICZEGO, a u rodzica – NIE POTRAFIĘ WYCHOWYWAĆ

Konsekwencje mają związek z przekroczeniem reguł. Stanowią naturalne skutki, które sprawią, że dziecko zrozumie ten związek.

Konsekwencje:
- powinny być dla dziecka zrozumiałe przed przekroczeniem granic. Jeśli dziecko dotrzymuje umowy, konsekwencje nie następują. Jeśli je lekceważy, wie, jakie nastąpią konsekwencje
- konsekwencje, podobnie jak kary sformułowane są jako „jeśli-to”. Językowe podobieństwo do grożenia karą jest tu ewidentne, jednak połączenie słów „jeśli-to” ma w wypadku konsekwencji zupełnie inne znaczenie. W konsekwencji nie chodzi o wykazanie winy dziecka, lecz o rozwiązywanie problemów.