rekrut

banerbaner

Artykuły dla rodziców

„Co zrobić, gdy dziecko..?”

„Co zrobić, gdy dziecko..?”
10 pytań i odpowiedzi na podstawie książki J. Rogge.

KWIECIEŃ

 

            Każdy z nas zastanawia się czasem: „Co powinnam/powinienem odpowiedzieć mojemu dziecku?”, „Co teraz zrobić?”, „Jak zareagować?”. Odpowiedzi na niektóre z nurtujących nas pytań odnajdziemy w I części poniższego artykułu.

 

Pytanie 1. Sprzątanie. Dlaczego dzieci uwielbiają bałagan?

- Ostatnio mój Peter, gdy poprosiłam by zrobił porządek, odpowiedział, że nie ma na to ochoty. Byłam wściekła i krzyknęłam: „Myślisz, że ja mam na to ochotę?!”. I on mi odpowiedział całkiem spokojnie: „To można to przecież tak zostawić.”

Co robisz?
a) Mówisz zupełnie spokojnie: „Cóż, posprzątasz nawet jeśli nie masz ochoty” i dodajesz: „Pomogę Ci przez pierwsze pięć minut”.
b) Nie masz ochoty na kontynuowanie dyskusji na temat sprzątania. Uznajesz, że dzieci powinny móc robić w swoim pokoju co chcą, ale w pozostałej części domu chcesz mieć porządek.
c) Raz w tygodniu mówisz dzieciom, by trochę ogarnęły swój pokój, bo trzeba go odkurzyć. Wszystko, co będzie leżało na podłodze zostanie wessane. Wiesz, że ta metoda nie jest szczególnie cenna pedagogicznie, ale sądzisz, że warto ją wypróbować. Bo gorzej przecież i tak nie będzie!

Preferuję odpowiedź A oraz C.

U młodszych dzieci, pomiędzy drugim a szóstym rokiem życia, trzeba rozróżnić, czy dziecko nie chce sprzątać, czy też nie umie ono tego zrobić. Młodsze dzieci preferują: „porządek bałaganiarski”, co oczywiście stoi w sprzeczności z oczekiwanym przez rodziców ładem.

Dzieci lubią względny porządek, który pozwala im dać sobie radę przy poszukiwaniach, ale tracą orientację, jeśli wokół jest za dużo rzeczy. Odbierają to jako chaos, nie mają ochoty go porządkować. Dlatego dzieciom w wieku przedszkolnym warto pomóc przy sprzątaniu.

Niektóre pokoje toną w powodzi rzeczy, które nie są w ogóle potrzebne ani dzieciom, ani tym bardziej rodzicom. Usunięcie tych przedmiotów w porozumieniu z dzieckiem – pomoże mu na nowo stworzyć przejrzysty obraz własnych rzeczy. Stąd rada – przeglądajmy ubrania dzieci, zabawki i róbmy co jakiś czas generalny porządek w ich szufladach. Tam gdzie mniej rzeczy – łatwiej o porządek oraz motywację.

Pytanie 2. Pomoc w domowych obowiązkach. Jak zmotywować dzieci?

- Można wyrwać sobie włosy z głowy! – złości się Hanna, mama 5-letniego Patryka.  – Kiedy proszę go o cokolwiek, choćby o opróżnienie kosza na śmieci, wie, że ma to zrobić natychmiast. Ale nic się nie dzieje. Muszę go jeszcze co najmniej 10 razy usilnie prosić, wówczas być może to zrobi!

Co robisz?

a)      Ponieważ masz dość tych dyskusji, robisz to sama/sam i oszczędzasz sobie niepotrzebnych kłótni

b)      Mówisz dziecku, że dopóki nie wykona danej czynności, np. nie będzie oglądał telewizji, bo wiesz, jakie drobne środki przymusu skłaniają je do współpracy

c)      Omawiasz z dzieckiem zadania, których wykonania oczekujesz w określonym czasie. Powstają plany, spisane na kartce, w których uwzględniona jest pomoc dziecka w domu.

 

Preferuję odpowiedź C.

Dzieci nie chcą być wyłącznie obsługiwane: chcą potwierdzić swoją przynależność do rodziny przez współudział w domowych zajęciach. Ta potrzeba powstaje bardzo wcześnie. Nawet dwu i trzyletnie dzieci chcą pomagać w nakrywaniu do stołu, mieć swój niewielki, ale ważny udział w gotowaniu. Gdy dorastają, należy je wprowadzić w obowiązki jasno i konkretnie je z nimi omawiając. Można to robić już od czwartego, piątego roku życia. Przy czym obowiązki dzieci muszą być adekwatne do ich wieku i możliwości.

*      Dla dzieci ważne jest regularne uczestnictwo w zadaniach. Dlatego trzeba stworzyć plan, w którym wymienione są ich obowiązki. Ustalcie razem, do kiedy mają być wykonane

*      Pamiętaj: jeśli dzieci nie wykonują zadań, może to mieć związek z tym, że nie są one adekwatne do ich wieku i fazy rozwoju. Trzeba wspólnie z dzieckiem regularnie weryfikować plany

*      Przypominaj dziecku rano lub około południa o zadaniach, które ma zrealizować. Im młodsze dziecko, tym trzeba mu o zadaniu przypominać częściej i bliżej momentu jego wykonania

*      Przypominaj dziecku o obowiązkach przyjacielskim, ale stanowczym tonem. I zachęcaj je, mówiąc, jak bardzo ci się podoba to, że wykonało zadanie. Przypominaj też o zadaniach niewykonanych, nie przechodząc od razu do wyciągania konsekwencji.

Pytanie 3. Wyjątki. Czy zawsze trzeba być konsekwentnym?

Wkrótce przyjdą goście. W kuchni panuje pośpiech. Mąż obiecał, że pomoże w przygotowaniu jedzenia, ale oczywiście się spóźnia. Typowe! Dzieci marudzą, biegają dookoła, drażnią. Przychodzi Julka, siedmiolatka i pyta: - Mamo, mogę obejrzeć z Robertem jeszcze jeden odcinek bajki? – Proszę, mamo! Dziewczynka nalega, chociaż obejrzała już 2 odcinki, na które umówiła się z mamą.

Co robisz?
a) Jesteś konsekwentna/konsekwentny, przypominasz o umowie, prosisz dzieci, by natychmiast wyszły z kuchni. Ryzykujesz, że będą dalej nalegać, ale uważasz, że pobłażanie osłabia twój autorytet.
b) Sądzisz, że pedagogiczna poprawność nic tu nie pomoże, nieważne, co piszę eksperci. Ulegasz ze słowami: „Dziś wyjątkowo!”, aby móc spokojnie pracować.
c) Mówisz: „Możecie dziś obejrzeć jeszcze jeden odcinek, za to jutro obejrzycie o jeden mniej!”

Odpowiedź C świadczy o pewnej swobodzie działania i spokoju, ale w gorsze dni odpowiedź B też jest jakimś wyjściem.

Sporadyczne odstąpienie od umowy może sprawić, że dziecko zrozumie, że rodzice nie są maszynami i nie muszą mieć zawsze racji, że potrafią się dostosować do różnych okoliczności. Być może niezbyt poprawną pedagogicznie, ale praktyczną strategią bywa następujące zdanie: „Dziś możecie obejrzeć o jeden odcinek więcej, a jutro obejrzycie o jeden odcinek mniej”. Dzieci się ucieszą, a my będziemy mieć czystsze sumienie, przyjęcie domowe bez zarzutu. Rozsądne wyjątki, określone z góry i ustalone razem, nie osłabiają rodzicielskiego autorytetu. Niekonsekwentnie działa tylko ktoś, kto dopuszcza wyjątki, a potem znów ich nie dopuszcza. Dla wszystkich jest lepiej, gdy dopuszcza się wyjątki, przede wszystkim wtedy, gdy wiadomo, że i tak nie da się dotrzymać obietnicy. Rozsądne wyjątki wzmacniają autorytet!

Pytanie 4. Gryzienie i bicie. Co mogę zrobić, gdy tak zachowuje się mój 3-letni syn?

Paweł już w wieku dwóch lat zyskał złą sławę na placu zabaw. Gdy jego mama wraz z nim pojawiała się przy piaskownicy, zauważała na twarzach przestraszonych matek innych dzieci niemy krzyk: ‘Ratunku, nadchodzi Paweł!”. Bo Paweł jest znany jako „gryzący potwór”. Wiele dzieci go lubi, ale ich mamy – zdecydowanie nie. Paweł zdaje się odczytywać z twarzy mam to, czego się po nim spodziewają, więc gryzie! Jego mama jest bezradna.

Co robisz?

a)      Nie wychodzisz z synem na plac zabaw, ponieważ wstydzisz się, że masz „gryzącego syna”.

b)      Przed wyjściem upominasz syna, by nie gryzł, nie szturchał i nie drapał. Jeśli mimo to źle się zachowuje, namawiasz go, by przeprosił inne dzieci. Jeżeli tego nie robi, zastępujesz go, przepraszając w jego imieniu. Później zabierasz syna z placu zabaw.

c)      Masz świadomość impulsywnych reakcji swojego syna. Dlatego rozmawiasz z nim o tym często w nadziei, że porzuci aspołeczne zachowania. Unikasz jednak takich rozmów w obecności innych dzieci! W tej sprawie wolisz z nim rozmawiać w cztery oczy.

 

Nawet jeśli to trudne to preferuję odpowiedź C.

Dzieci w wieku od półtora roku do trzech lat jeszcze nie potrafią powiedzieć: „nie”; przychodzi im z trudem słowne określenie granic. Znacznie chętniej robią to gestami: jedne kopią, inne plują, jeszcze inne drapią i biją, a są i takie które gryzą.

 

Gryzienie jest na ogół odruchowe. Zamiast wciąż pouczać dziecko, że nie powinno gryźć, lepiej dać mu do gryzienia inny bezpieczny przedmiot, na którym będzie mogło się wyładować w chwilach silnego wzburzenia, złości. Gryzienie jest odruchem, co sprawia, że słowa: „Przestań gryźć!” – nie pomogą. Lepiej w takiej sytuacji przekierować złość na wybrany do tego przedmiot.

 

W przeciwdziałaniu drapaniu, popychaniu i gryzieniu sprawdziły się trzy strategie, choć nie da się całkowicie zapobiec tym mało społecznym zachowaniom.

1.      Nawet w chwilach wielkiego wzburzenia unikaj krzyczenia na dziecko, bo to prowadzi do reakcji wręcz przeciwnej do oczekiwanej.

2.      Jeśli zauważysz, że twoje dziecko w piaskownicy lub na placu zabaw nie trzyma się ustalonych reguł, na chwilę zabierz je z tego miejsca. Taka przerwa, na którą oczywiście musicie się przedtem umówić, może zapobiec nasilaniu niepożądanych zachowań.

3.      Unikaj upokarzania dziecka przez głośne napominanie go w obecności innych.

 

Umówcie się na jakieś „Magiczne zaklęcie”, które będziecie znać tylko on i ty. Wówczas unikniesz ciągłego wykrzykiwania imienia dziecka albo słowa: „Nie!”. Będzie to dla dziecka wskazówka, by przypomniało sobie o umowie.

 

Pytanie 5. Niesławny klaps. Jak temu zapobiec?

Mama czteroletniego Jasia jest całkowicie wytrącona z równowagi. Chociaż prosiła go o spokój, bo była w kuchni, zajęta gotowaniem, Jasiu ciągłym przeszkadzaniem i marudzeniem doprowadzał ją do białej gorączki. I gdy mimo wszystko nie udało mu się skupić na sobie uwagi mamy – napluł na podłogę. Gdy mama krzyknęła: „Tylko spróbuj to zrobić jeszcze raz!”, chłopiec plunął w jej kierunku. Mama opowiada, że wyszła z siebie i dała mu klapsa w pupę.

Co robisz?

a)      Masz świadomość, że bicie dzieci jest niewłaściwe, ale czasem ręka sama chce wymierzyć klapsa. Uważasz, że człowiek powinien lepiej panować nad sobą, wówczas się to nie zdarzy!

b)      Masz przekonanie, że dzieci muszą czuć, kto tu rządzi, w przeciwnym razie zyskają przewagę. Według ciebie klaps jeszcze nikomu nie zaszkodzi!

c)      Masz świadomość, że klaps może się czasem zdarzyć! Wiesz jednak, że trzeba wówczas przeprosić dziecko, ponieważ to naruszenie jego cielesnej nietykalności. I należy zastanowić się nad tym, jak w przyszłości uniknąć wymierzania kar cielesnych.

 

Polecam odpowiedź C.

Bicie dziecka i inne kary cielesne to pedagogiczna porażka osoby zajmującej się wychowaniem. Stwierdzenie: „Klaps nikomu jeszcze nie zaszkodził” bagatelizuje, umniejsza, lekceważy prawo dziecka do cielesnej nietykalności. Jeśli zdarzy ci się dać klapsa dziecku przeproś za to co zrobiłeś. Dzieci muszą wiedzieć i dokładnie rozumieć, a nie domyślać się, czego rodzice chcą, na podstawie burczenia, krzyków czy bicia. Jasność i zdecydowanie wyraża się mimiką, gestykulacją, tonem głosu i treścią wypowiedzi. Te wszystkie elementy muszą iść ze sobą w zgodzie.

Pytanie 6. Ataki furii. Co zrobić, gdy moja córka wychodzi z siebie?

Ania, ośmiolatka, regularnie kaprysi. Przeklina, tupie, wyzywa rodziców, bije pięściami, wrzeszczy! – Teraz jest inaczej niż podczas wcześniejszych ataków furii. To wygląda jakoś inaczej! – zauważają rodzice. – Ale równie strasznie! Co można z tym zrobić?

Co robisz?

a)      Rozumiesz wściekłość swojej córki, ale nie chcesz być obiektem jej ataków. Urządzasz wraz z córką kącik wściekłości, w którym może rozładować agresję zgodnie z ustalonymi zasadami.

b)      Przeczekujesz atak wściekłości córki, wiedząc, że w końcu minie, opuszczasz pokój, aby nie uczestniczyć w tym „dramacie”, a także dlatego, że wiesz, że agresja jest dziwnie zaraźliwa

c)      Próbujesz przemówić do córki łagodnością. Mówisz jej, że naprawdę nie powinna teraz kaprysić. Prosisz za każdym razem: „Proszę, skarbie uspokój się wreszcie!”.

 

Zależnie od sytuacji albo nastroju w danym dniu – rozwiązanie A lub B.

Wybuch złości jest reakcją fizjologiczną: uczestniczy w nim całe ciało. Ponieważ przez jakiś czas dziecko jest wściekłe, może dochodzić do niekontrolowanych odruchów, którym towarzyszą głośne piski. Wściekłość nie ma nic wspólnego z przemocą. Przemoc, jak twierdzi psycholog Isabelle Filliozat, jest skutkiem tłumienia wściekłości: przemoc niszczy. Wściekłość jest zaś konstruktywna, ponieważ uwalnia od wielu silnych napięć. Aby jednak nie zmieniła się w destrukcję, trzeba dziecku uświadomić, że jego wściekłość nie może szkodzić innym ani ich urażać, nie należy jej też kierować przeciwko sobie ani przedmiotom.

 

Ważne, aby w żaden sposób nie komentować ataku wściekłości, nie tamować go groźbami czy próbami przekupstwa ani nie tłumić. Być może pomocna będzie przy tym myśl, że wybuch wściekłości, podobnie jak atak furii, nie jest skierowany przeciwko konkretnej osobie, ale jest wyrazem stanu napięcia, które musi zostać przez dziecko jakoś rozładowane.

 

Nie każde dziecko reaguje wściekłością. Niektóre szukają rozładowania w niepohamowanym ruchu, inne angażują się w niekończące się odgrywanie ról, jeszcze inne szukają odosobnionego miejsca, bo wolą zostać same.

 

Jeśli dzieci czują, że w swoim bezsilnym gniewie nie są odrzucane, „kącik wściekłości” jako produktywny rytuał może uświadomić im dwie zasady:

1.      Mam prawo być wściekły, ale tak, żeby nie zranić nikogo, również siebie

2.      Rodzice mnie kochają także wtedy, gdy wychodzę z siebie z wściekłości.

 

Pytanie 7. Ssanie palca. Jak odzwyczaić dziecko?

Tomek ma trzy i pół roku i lubi ssać kciuk, zwłaszcza lewy. Tomek jest bardzo dobrze rozwinięty intelektualnie, potrafi się wypowiadać w sposób zróżnicowany, sprawia wrażenie bardzo towarzyskiego i otwartego. Gdy wraca z przedszkola, sadowi się wygodnie w narożniku sofy, siedzi zatopiony w myślach i – myk – jego kciuk już jest w buzi. Lewy oczywiście. I chłopiec marzy. To samo dzieje się wieczorem w łóżku – gdy słucha czytanych mu historyjek, ssie palec. Mama Tomka obserwuje to z troską i nieufnością. Ale im częściej przypomina synowi, by przestał ssać palec, tym szybciej kciuk wędruje do buzi.

Co robisz?

a)      Ignorujesz ssanie kciuka mimo ostrzeżeń dentysty, który mówi, że zbyt intensywne ssanie palca może prowadzić do uszkodzenia zębów i żuchwy

b)      Jednoznacznie uświadamiasz synkowi konsekwencje ssania kciuka, posługując się argumentami dentysty i przypominasz mu o tym, gdy tylko widzisz, że chce włożyć palec do buzi

c)      Wiesz z lektur, że ssaniem palca dziecko uspokaja samo siebie, kiedy musi sobie poradzić z nadmiarem wrażeń. Ssanie palca ma zatem dla niego istotne znaczenie. Zastanawiasz się, jak zastąpić je innymi formami odprężania się.

 

Odpowiedź C jest właściwa

Ssanie palca jest rodzajem uspokajającej czynności i regresji. Tego typu zachowania nie da się wyeliminować zakazami ani naciskiem. Prowadzą one tylko do niepotrzebnej walki o to, kto zwycięży, przez co czynność ta staje się dla dziecka jeszcze ważniejsza. Moja wskazówka: Szkoda tak wielu słów na ssanie kciuka! Ważne natomiast by rodzice wprowadzili rytuał złożony z czułości i przytulania, który można włączyć do wieczornych rytuałów na dobranoc. Ów rytuał czułości i przytulania należy podtrzymywać przez dłuższy czas i obserwować, czy ssanie kciuka powoli traci dla dziecka znaczenie. O jednym trzeba pamiętać: dziecko przez wiele miesięcy i lat przyzwyczajało się do ssania kciuka i nie oduczy się tego szybko. Dlatego rodzice powinni uzbroić się w cierpliwość i dać dziecku czas. I jeszcze jedno: rodzice nie powinni ciągle komentować ssania palca. Jeśli dziecko włoży palec do buzi: można je delikatnie pogłaskać, najlepiej po drugim kciuku. Warto też wprowadzić rytuał na dobranoc: masaż obydwu kciuków, który może działać uspokajająco.

 

Pytanie 8. Układanie do snu. Jak uniknąć przy tym stresu?

Kasia jest dzieckiem „łatwym w obsłudze”, tak twierdzą jej rodzice. Jedyny problem, który mają z córeczką pojawia się wieczorem – Kasia ma tysiąc sposobów na to, żeby nie położyć się do łóżka i nas tym zdenerwować – śmieje się mama dziewczynki. – A to musi jeszcze iść do toalety, potem piżama ją drapie, potem szczelina między firankami jest za szeroka, potem zjawia się pod łóżkiem potwór, itd., itd. Istne szaleństwo.

Co robisz?

a)      Postanawiasz, że to musi się skończyć. Trzeba dziecku to wyraźnie uświadomić! W przeciwnym razie człowiek wciąż będzie pod jego presją!

b)      Wiesz, że musisz dziecku pomóc, by przejście od dnia do nocy było jak najprzyjemniejsze, więc twoje potrzeby schodzą na dalszy plan. Dobre samopoczucie dziecka jest najważniejsze.

c)      Chcesz wspomóc dziecko, by znalazło właściwy rytm zasypiania. Trzeba wypróbować wiele sposobów, być kreatywnym. Jeśli się jest nieprzejednanym, daje to taki sam efekt, jak nadmiar pobłażliwości. Każde dziecko może nauczyć się zasypiać, ale niektóre potrzebują więcej czasu. Chcesz się nad tym zastanowić i znaleźć sposoby, które uwzględniają zarówno potrzeby dziecka, jak i twoje.

 

Polecam odpowiedź C.

Zbyt często lekceważy się indywidualne różnice w długości snu u dzieci. Traktuje się je jednakowo, podczas gdy niektóre niemowlęta potrzebują osiemnastu godzin snu, a innym wystarcza dwanaście. Im dziecko starsze – tym mniej godzin snu potrzebuje.

Mniej więcej jedna trzecia dzieci ma problem z zasypianiem. Nie należy zbytnio się tym przejmować, jeżeli dzieci po wieczornym rytuale potrzebują jeszcze chwilę czasu, aby zasnąć. Po codziennym rytuale, jakim może być, np. czytanie bajki na dobranoc – dzieci jeszcze biorą maskotę, bawią się nią przez chwile, powierzają jej swoje troski albo opowiadają interesujące przeżycia. To jest naprawdę w porządku i wynika z potrzeby dziecka.

Warto zwrócić uwagę na to, że często problem z pójściem do łóżka i zasypianiem ma błahe przyczyny, np.

1.      Jeśli pójścia spać nie połączymy z indywidualnym spokojnym rytuałem, wszyscy znajdują się pod presją. Rytuały, o których dyskutuje się co wieczór, tracą wartość, nie dają poczucia bezpieczeństwa i nie budzą zaufania. Można włączyć do rytuału opowiadanie o wydarzeniach i przeżyciach z całego dnia. Dziecko pozbędzie się wtedy swoich trosk i ewentualnych zmartwień.

2.      Dzieci potrzebują zwierzątek przytulanek, ukochanych lalek albo przedmiotów, dzięki którym nie czują się samotne. Ciągłe doglądanie przez rodziców, ale też nieregularne pory kładzenia się do snu – nie pomagają pozbyć się kłopotów z zasypianiem.

 

Pytanie 9. Bunt na zakupach. Jak reagować, gdy dziecko dostaje ataku złości w miejscach publicznych?

Karolem wciąż wstrząsają ataki złości, opowiada jej mama. – Ostatnio leżał przez minutę na zimnej ziemi na bazarze, tylko dlatego, że naciągnęłam mu czapkę głębiej na czoło, bo wiał lodowaty wiatr. Karol rzucił się na ziemię i nie sposób go było skłonić, by wstał, ani groźbą, ani prośbą. Im głośniej mama upominała Karola – ten głośniej krzyczał, przy czym zatkał sobie uszy, aby nie słyszeć, co mówi. Gdyby tego jeszcze było mało, jakaś kobieta przechodziła obok i skomentowała całą sytuację słowami: „Takie rzeczy kiedyś się nie zdarzały!”

Co robisz?

a)      Też się wściekasz, denerwujesz na siebie, próbujesz skłonić syna do wstania. Gdy tego nie robi, stoisz bezradnie i masz nadzieję, że dziecko się w końcu uspokoi. A kobietę, która wszystko wie lepiej – ignorujesz

b)      Jeśli przez jakiś czas przemawiasz do syna, ale atak złości nie mija, ruszasz powoli przed siebie w nadziei, że dziecko w końcu przestanie wrzeszczeć i podąży za tobą.

c)      Pozostajesz przy dziecku, a przemądrzałą kobietę ignorujesz.

 

Jeśli jesteśmy w stanie je zastosować, najlepsze jest wyjście C.

Ataków złości się nie da uniknąć. Są wyrazem wewnętrznego rozdarcia dziecka – czuje się już duże, wiele potrafi, np. włożyć czapkę, a ciągle jest poprawiane przez dorosłą osobę. W efekcie czuje się manipulowane, bezradne i wpada w złość. Brakuje wówczas czasu na reakcję, czyli przekierowanie uwagi dziecka na coś innego. Dziecko szybko całkowicie traci panowanie nad sobą i żadna siła nie jest w stanie jego uspokoić. Pozostaje tylko jedno – zostać przy dziecku – stać po jego stronie: najdosłowniej rzecz ujmując – i być blisko niego. Ale już nie wpływać na nie, ani fizycznie, ani werbalnie. Rozmowa nie ma w tym momencie żadnego sensu, żadne słowa nie będą docierały. Dziecko chce, aby zostawić je w tym momencie w spokoju, ale mimo tego potrzebuje zainteresowania. Warto pamiętać, że ataki mijają tak szybko jak się pojawiają. Złośliwe uwagi obcych można ignorować lub zapytać: „A może mi Pan/Pani doradzi, co powinnam zrobić?”. Taka uwaga powinna wystarczyć J

 

Pytanie 10. Kara i konsekwencje. Jaka jest różnica między nimi?

- Cóż – wyjaśnia mama ośmioletniej Julki – „Bez kary po prostu się nie da. Jak inaczej mam wyegzekwować przestrzeganie zasad i umów? Bez tego dzieci robią, co chcą. Nie dam już sobie więcej wchodzić na głowę!”. Mama twierdzi, że już dość. A jej córka może sobie próbować terroryzowania, ile chce, ale to bez skutku.

Co robisz?

a)      Uważasz, że kary są potrzebne, gdy dzieci przekraczają granice. I muszą zaboleć: nie fizycznie, ale powinny być dotkliwe

b)      Jesteś zdania, że dzieci mają prawo przekraczać granice. Ale kary, które się im potem wymierza nic nie wnoszą. Stosując kary, wychowuje się ludzi, którzy są nadmiernie ulegli, pozwalają innym  na zbyt wiele w stosunku do siebie, a później sami potrafią tylko karać.

c)      Kary oczywiście nic nie dają, ale masz przekonanie, że dzieci muszą odczuć skutki przekraczania ustalonych granic. Dlatego od kar znacznie lepsze są konsekwencje, naturalne skutki. Tyle że czasem nie jest łatwo odróżniać konsekwencje od kary i umiejętnie je wykorzystywać.

 

Odpowiedź B i C opisują ten złożony temat najtrafniej.

Kary mogą wprawdzie doraźnie zakończyć jakiś konflikt („Jeśli teraz nie zaczniesz odrabiać lekcji – potem nie będziesz oglądał telewizji!”), ale to krótkotrwały sukces, ponieważ kary nie dają dzieciom żadnej możliwości zmiany zachowania, którym przekroczyły granice.

Kara:
- prowadzi do tego, że rodzice „legalizują” swoją pedagogiczną agresję;
- wywołuje u dzieci poczucie, że zawiodły – JESTEM DO NICZEGO, a u rodzica – NIE POTRAFIĘ WYCHOWYWAĆ

Konsekwencje mają związek z przekroczeniem reguł. Stanowią naturalne skutki, które sprawią, że dziecko zrozumie ten związek.

Konsekwencje:
- powinny być dla dziecka zrozumiałe przed przekroczeniem granic. Jeśli dziecko dotrzymuje umowy, konsekwencje nie następują. Jeśli je lekceważy, wie, jakie nastąpią konsekwencje
- konsekwencje, podobnie jak kary sformułowane są jako „jeśli-to”. Językowe podobieństwo do grożenia karą jest tu ewidentne, jednak połączenie słów „jeśli-to” ma w wypadku konsekwencji zupełnie inne znaczenie. W konsekwencji nie chodzi o wykazanie winy dziecka, lecz o rozwiązywanie problemów.

Język angielski i przedszkolak.

Język angielski i przedszkolak.

W ostatnich latach nauka języka angielskiego wpisała się na stałe w edukacji przedszkolnej, gdyż już od lat sześćdziesiątych teoretycy  wskazywali, że jest to najlepszy okres do przyswajania języka obcego. Jednak w jaki sposób zachęcić małe dziecko do nauki? Nie można posadzić go przed biurkiem i tłumaczyć struktur gramatycznych oraz napisać na kartce słówek do zapamiętania. Małe dzieci uczą się główne poprzez zabawę, a nauczyciel wprowadzając przeróżne metody wprowadza dzieci  w świat języka obcego.

Coraz więcej badań wskazuje, że należy nauczać języka obcego już od najmłodszych lat. Zazwyczaj naukę rozpoczyna się od osłuchiwania dziecka z językiem, ponieważ nie umie jeszcze pisać i czytać. Anderson uważa, że najlepszym okresem na naukę języka obcego jest wiek od 4 do 8 roku życia (Ogrodzka-Mazur, Szuścik, Wąsiński 2013: 111). Łatwość przyswajania języka obcego przez dzieci wynika głównie z elastyczności aparatu mowy i słuchu, które nie zostały jeszcze sztywno dostosowane do frekwencji języka ojczystego. Ponieważ każdy język ma charakterystyczne zakresy frekwencji słyszalnych dźwięków, wczesne nauczanie języka obcego zapewnia dziecku kontakt z innymi dźwiękami, co pozwala poszerzyć zakres słyszalnych dźwięków oraz nie dopuszcza do ograniczenia aparatu mowy i słuchu do języka ojczystego i dzięki temu ułatwia przyswajanie każdego kolejnego języka obcego(Ogrodzka-Mazur, Szuścik, Wąsiński 2013: 111, Jałowiec-Sawicka 2006: 16-17).  Stephen Krashen (Ogrodzka-Mazur, Szuścik, Wąsiński 2013: 110) uważał, że dzieci przyswajają język w sposób naturalny, robiąc to niemal zupełnie biernie, poddając się procesowi uczenia. W naturalnym przyswajaniu języka najpierw słowo się rozumie, a później używa się go w mowie i piśmie (Arabski 1997 :146). Angielski jest językiem komunikacji z ludźmi, którzy w tym języku mówią. Jest narzędziem rozwoju i poznawania świata, rozwijania zainteresowań. Nie wystarczy odfajkować lekcji angielskiego, zrobić pracę domową i mieć sumienie spokojne, że “dziecko chodzi na angielski”. Dziecko powinno mieć kontakt z angielskim codziennie – tak samo jak ma z językiem polskim, którego się uczy jako pierwszego. Dziecko uczy się języka angielskiego w przedszkolu, ale jest to zbyt krótki czas do oswojenia się dobrze z językiem angielskim. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby… dziecko otoczone było ciszą przez większość swojego czasu, a tylko 2x w tygodniu przez 30 minut mogłoby słuchać swoich rodziców i innych ludzi. Jak myślisz, jak szybko zaczęłoby mówić? Czy jego mowa rozwijałaby się prawidłowo?

Zadbać należy o to, żeby dziecko miało codziennie kontakt z angielskim. Nie musi to być codziennie aktywny i intensywny kontakt. Bierny kontakt również ma duże znaczenie. Bierny to znaczy taki, kiedy dziecko bawi się i spędza czas robiąc coś, co lubi, a w tle lecą nagrania, podcasty i/lub piosenki po angielsku – takie, które lubi.  

W ten sposób od nabywania wiedzy przechodzimy do umiejętności – ćwicząc automatyczne reagowanie  w określonych sytuacjach. Język jest żywy, emocjonalny, spontaniczny, a dzieci, poprzez zapamiętywanie całych zwrotów, trenują szybkie reakcje. Gdy staramy się uzyskać płynność    w mówieniu, obserwujemy, jak mówią inni, i powtarzamy po nich bez konieczności tłumaczenia i analizowania zwrotu (Kondrat 2017: 48). Uczenie się pełnymi zdaniami ,a nie samych słów może ułatwić dzieciom w późniejszym czasie komunikację w języku angielskim.  Oczywiście, nie kładziemy nacisku na typową naukę języka, bo na to jeszcze mają przedszkolaki czas. W domowych warunkach można przeglądać książeczki, czytać bajki w języku angielskim, słuchać piosenek dla dzieci.  Warto korzystać z książek z literatury anglojęzycznej, takiej która przeznaczona jest do nauki języka angielskiego dla dzieci brytyjskich, a jeśli znamy język angielski możemy w ciągu codziennych czynności mówić po angielsku np. I’m take a big bite; Get up; Wash you teeth itp., czyli to co aktualnie robimy, jak się czujemy.

 

Przykładowe  bajki anglojęzyczne, które możemy czytać dzieciom jeśli znamy język angielski.

·         “The Very Hungry Caterpillar”, E.Carle ; 

·         „Shark in the Park”, „Shark in the Dark”, „Shark in the Park on a Windy Day”, N.Sharratt –

·         “Dear ZOO”, R.Campbel

·         „Ten Little Fingers and Ten Little Toes”, M.Fox

·         “Where is Spot“, E.Hill

·                  „What does doggy want? Dawid Wojtowycz

·         „A boot, a hat. Now who is that? Sally Symes

·         „We’re Going on a Bear Hunt” autorstwa Michael Rosen

·         „Baby Bear, Baby Bear, What Do You See? – Bill Martin Jr i Eric Carle

·         Seria bajek „Meg and Mog” – Helen Nicoll

·         “The Gruffalo”, J.Donaldson

·          “Guess How Much I Love You”, S. McBratney,  A.Jeram

 

Jak uczyć dziecko samodzielnie (jeśli nie znamy angielskiego)?

            To nowy etap i czas, kiedy dziecko nabiera świadomości i wie, do czego służy angielski Nie rozumie jeszcze wszystkiego, dlatego obraz jest zdecydowanie pomocny w zrozumieniu. (oczywiście świadomie ustalamy czas, jaki dziecko ma na oglądanie – każdy robi to według własnych zasad!). Należy jednak pamiętać, że dziecku łatwiej jest się uczyć gdy słyszy i widzi konkretny obrazek do usłyszanego zdania, ponieważ w tym wieku dzieci charakteryzuje myślenie konkretno-obrazowe. Dziecko w wieku przedszkolnym, aby zapamiętało nazwę przedmiotu w języku obcym, musi mieć go przed oczyma. Winien on być dla dziecka jak najbardziej dostępny.(Sobczak 2012: 179). Dzieciaki nadal uwielbiają ruch i poznawanie świata dotykiem, smakowaniem i wszystkimi zmysłami. Nie siedzą. Nigdy nie każmy dziecku siedzieć za biurkiem jeśli nie ma na to ochoty. Jeśli chce oglądać coś skacząc – niech to robi. To już czas, kiedy bardziej koncentrują się na zabawie. Rysują, malują, budują, myślą, planują. Mają swoich ulubionych bohaterów i utożsamiają się z nimi. Już mówią, poznają nowe słowa i zdania. Wiedzą, że są inne dzieci na świecie, które żyją w innych krajach, które mówią w innych językach niż oni. Uwielbiają bajki i gry. Poniżej przedstawiam listę ciekawych stron internetowych, z których można korzystać, aby dziecko osłuchiwało się z językiem angielskim. Można też wykorzystać je tylko do słuchania dla dziecka (co może robić bez żadnych szkód przez długi czas!), jednak dobrze, żeby pierwsze czytane bajki widziało, aby kojarzyło tekst z odpowiednią czynnością. Do tego celu można wykorzystać też ulubione bajki dziecka i włączać mu je po angielsku.

https://www.youtube.com/watch?v=NFcXxjdoN4I

https://www.youtube.com/watch?v=0gyI6ykDwds&feature=emb_title

https://www.youtube.com/watch?v=XOjhHumJk_w

https://www.youtube.com/watch?time_continue=6&v=75NQK-Sm1YY&feature=emb_title

https://www.youtube.com/watch?v=bKhuhdjXUPY

https://www.youtube.com/watch?v=ADqon006eRY&feature=emb_title

https://www.youtube.com/watch?v=cfiPrA8E3qE

https://www.youtube.com/watch?v=rudDGRQ9QGA

https://www.youtube.com/watch?v=9-NlZH_HcOw

https://www.youtube.com/watch?v=p4UAqyWNgeo

https://www.youtube.com/watch?v=Y_J3BPLW1vM

https://www.youtube.com/watch?v=SxR1rN2SD20

https://www.youtube.com/watch?v=i26dD4D6ovg

Bibliografia

Arabski Janusz  (1997). Przyswajanie języka obcego i pamięć werbalna. Katowice: Śląsk

Cywińska Małgorzata (2017) Rozwijanie umiejętności językowych i komunikacyjnych dziecka. Wybrane aspekty. Poznań: UAM wydawnictwo Naukowe

Kondrat Dorota (2017) Kreatywne uczenie się słownictwa. Języki Obce w Szkole nr 3, 47-53

Marczak Mariola (2012) Bajka animowana dla dzieci wobec tradycji literackiej na przykładzie „Małe zoo Lucy.” Studia Filmoznawcze 33, 43-55, Wrocław

Ogrodziej-Mazur Ewa, Szuścik Urszula, Wąsiński Arkadiusz (red.) (2013) Edukacja małego dziecka. Wybrane obszary aktywności. Tom 6. Katowice: Impuls

Sobczak Anita (2012). Nauka języka obcego dzieci w wieku przedszkolnym. Poznań: Studia

Szplit Agnieszka (2009). Holistyczne nauczanie języka obcego dzieci poprzez wykorzystanie bajek i opowiadań po angielsku. Studia Pedagogiczne. Problemy Społeczne, Edukacyjne i Artystyczne tom 18, 187-204

Szpotowicz Magdalena, Szulc-Kurpaska Małgorzata (2012). Teaching English to Young Learners. Warszawa: PWN

 

 

 

Inteligencja emocjonalna u dzieci w wieku przedszkolnym

 

Inteligencja emocjonalna to cecha umożliwiająca dziecku skuteczne zachowanie się wobec ludzi, zadań, sytuacji. Charakteryzuje się samokontrolą, zapałem, wytrwałością, zdolnością do motywacji.

O rozwoju każdej umiejętności wchodzącej w skład inteligencji emocjonalnej decyduje wszystko, co dzieje się w okresie obejmującym kilka lat dzieciństwa. Okres ten jest przedziałem czasowym, w którym można pomóc dzieciom wykształcić dobre nawyki emocjonalne. Należałoby wyposażyć dzieci w piękne dziedzictwo – w takie sposoby okazywania i odbierania uczuć, z którego będą mogły korzystać w przyszłości w kontaktach z rodzicami, przyjaciółmi, współpracownikami. Istnieje wiele dowodów na to, że takich umiejętności emocjonalnych, jak: panowanie nad impulsami i prawidłowa interpretacja sytuacji społecznej można się wyuczyć.

Kształcąc u dzieci inteligencję emocjonalną trzeba zdawać sobie sprawę, że jest ona ściśle związana z inteligencją intelektualną.

„Mamy dwa umysły – jeden myśli, a ten drugi czuje”. 

 

Umysł racjonalny jest ośrodkiem rozumowania bardziej świadomym, rozważnym, zdolnym do zadumy i refleksji. Obok niego istnieje inny system poznawania bardziej impulsywny i potężny, nawet  jeśli czasem działa nielogicznie – umysł emocjonalny. Oba jednak umysły działają na ogół w ścisłej harmonii. Łącząc swoje odmienne sposoby poznawania rzeczywistości we wspólnym zadaniu prowadzą dzieci przez świat i życie.

„Uczucia są ważne dla myśli, a myśli dla uczuć”

 

 Celem naszym nie powinno być tłumienie emocji, ale zachowanie ich równowagi, panowanie nad nimi, ponieważ każda emocja ma swoją wartość i znaczenie. Należy jednak pamiętać, że zbytnie tłumienie ich mogłoby wywoływać apatię, zaś pozwolenie na swobodne uzewnętrznianie doprowadzić może do zachowań patologicznych.

 

Często jednak w działalności dziecięcej ogarniają je fale namiętności, równowaga przestaje istnieć, przewagę zdobywa umysł emocjonalny przytłaczając umysł racjonalny. Już od najmłodszych lat musimy uczyć dzieci trzymania własnych emocji „w ryzach”. Muszą wiedzieć, że człowiek nie ma wpływu na to, KIEDY i JAKIE uczucia go ogarną, ale może zdecydować JAK DŁUGO będą się utrzymywać. Musi wiedzieć, że wszystkie uczucia można zaakceptować, lecz pewne działania należy ograniczać. Ważne jest, aby okazywane emocje były właściwe, odpowiednie do okoliczności.

„Trzymanie własnych emocji na wodzy – jest kluczem do emocjonalnego dobrego samopoczucia”

 

Celem naszym nie powinno jednak być tylko sprawowanie kontroli nad zachowaniami dzieci, lecz raczej wskazywanie konsekwencji złych zachowań i podsuwanie innych możliwości działania.

Aby pomóc dziecku, by radziło sobie z własnymi uczuciami należy:

§      Słuchać dziecka bardzo spokojnie i uważnie,

§      Zaakceptować jego uczucia słowami,

§      Określić te uczucia,

§      Zmienić pragnienia dziecka w fantazje.

Bardzo ważne jest nastawienie do dziecka. Jeżeli nasza postawa nie będzie otwarta, wtedy cokolwiek byśmy nie powiedzieli, będzie przez nie traktowane jako nieszczere i sztuczne. Dzieje się tak wtedy, kiedy nasze słowa nie tchną prawdziwym uczuciem i nie trafiają prosto do serca dziecka.

Uczmy, więc dzieci słownictwa określającego ich wewnętrzną rzeczywistość.

Dziecko musi mieć samoświadomość swoich uczuć, ponieważ im bardziej będzie otwarte na swoje emocje, tym wprawniej będzie odczytywało uczucia innych osób.„Warunkiem empatii jest dostrojenie się do uczuć drugiej osoby.”

  Kilka zasad uczenia dzieci okazywania uczuć:

§      Zauważać potrzeby i pragnienia dzieci,

§      Stworzenie atmosfery, w której ujawnienie uczuć nie jest czymś złym,

§      Wykorzystywanie wzorców, by zachęcać do okazywania i odczytywania stanów emocjonalnych własnych i innych osób,

§      Pozwalać, by w grupie zdarzały się „burze”,

§      Uczyć, jak unikać pewnego rodzaju zachowań,

§      Zachęcać i wzmacniać u dzieci pozytywne próby radzenia sobie

     z negatywnymi emocjami.

 

W działalności naszej powinno dominować podejście zorientowane na dziecko, czyli takie, które widzi w każdym dziecku indywidualność. Rodzic czy nauczyciel reprezentujący to podejście będzie skory szukać nowych rozwiązań problemów związanych z problematyką dotyczącą rozwoju emocjonalnego małych dzieci.

 

 

 

 

 

Tekst opracowany na podstawie:

1.”Inteligencja emocjonalna” D. Goleman

2.”Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” A.Faber, E. Mazlish

3.”Zaburzenia emocjonalne u dzieci w wieku przedszkolnym” A. Kozłowska

Inne w domu, inne w przedszkolu

 

Bywa, że w czasie rozmów indywidualnych nauczycielki z rodzicami wychodzi na jaw, że dziecko zupełnie inaczej zachowuje się w domu a inaczej w grupie przedszkolnej.

Rodzice i nauczycielka mogą odnieść wtedy wrażenie, że rozmawiają o dwóch zupełnie innych osobach; okazuje się bowiem, że dziecko ciche i spokojne
w domu – w przedszkolu za żadne skarby nie chce podporządkować się grupowym zasadom. Bez przerwy protestuje albo zaczepia inne dzieci. Można sobie wyobrazić zdziwienie mamy, gdy słyszy od nauczycielki, że to właśnie jej grzeczne w domu dziecko – „rozkłada pracę w grupie”. Bywa też odwrotnie; mama nie może się nadziwić, że jej dziecko słucha pani, grzecznie się bawi, chętnie pomaga pani i innym dzieciom, sprząta po sobie zabawki! W domu natomiast „ nie ma na niego sposobu”, zazwyczaj ma odmienne zdanie niż rodzice, rzadko ma ochotę na wykonywanie prac porządkowych ze swoimi zabawkami.

Zarówno rodzice jak i nauczycielka często interpretują taką różnicę w zachowaniu dziecka jako wynik nieodpowiedniego postępowania tej drugiej strony. Rodzice zapewne z oburzeniem podejrzewają wymuszanie posłuchu za pomocą lęku, a wychowawczyni podejrzewa rodziców o nadmierne rozpieszczanie i wyręczanie dziecka w domu. Teoretycy wychowania wzywają tu do ujednolicenia wymagań wobec dziecka adekwatnie do jego wieku, przez wszystkich, którzy się nim zajmują. W wielu kwestiach zasadę tę trudno podważyć. Z pewnością widok babci, która mimo bólu w krzyżu schyla się do stóp wnusia, choć on już od kilku lat radzi sobie

z wiązaniem butów (gdy musi), nie jest widokiem budującym. Ale cóż - już takie wyjątkowe i kochane są te nasze babcie, którym ciągle się wydaje, że wnusio jest nadal rocznym maleństwem. Nasz zdrowy rozsądek potrafi jednak wyjaśnić tę sytuację. Przecież mama, czy babcia pełnią inną rolę w życiu dziecka niż pani z przedszkola. Także i sytuacja w domu jest inna niż w przedszkolu. Tylko pozornie słuszne wydaje się, by oczekiwać od dziecka tego samego w obu sytuacjach. Nawet człowiek dorosły wymaga od siebie sprostania pewnym regułom w pracy, a zwalnia się z nich w domu. Każdemu z nas potrzeba sytuacji, w której możemy się sprawdzić, ale pod warunkiem, że w innych warunkach będziemy mogli mniej się starać i trochę rozluźnić, a nawet popełnić jakiś błąd. Nawet dwulatek potrafi się nauczyć, że co innego wolno przy mamie, co innego przy babci. Podporządkowanie się poleceniom wychowawczyni, normom grupy czy powstrzymywanie się od kapryszenia wymaga od dziecka już pewnej dojrzałości. Niektóre z hałaśliwych, przekornych przedszkolaków to dzieci, które walczą w ten sposób o swoją indywidualność. Pragną one za wszelką cenę, nawet cenę kary, odróżnić się od pozostałych dzieci. Czują się zaniepokojone tym, że wszystkie zabawki w sali są wspólne. Jest to dla nich ogromny chaos, jeśli świata nie da się uporządkować na rzeczy „moje” i „nie moje”. Ich dramat polega na tym, że wolą być nie lubiane i karane niż traktowane jak wszystkie inne dzieci w grupie. Przeżywają bowiem wtedy niepokój, że są niezauważane, nieważne, niemal nie istnieją. Wydaje im się, że w grupie zatraca się ich indywidualność, odrębność. Takiemu dziecku można pomóc, pozwalając możliwie najczęściej decydować po swojemu. Na przykład pozwólmy mu samodzielnie wybrać ubranko do przedszkola, sok na półce w sklepie, książkę, której chciałoby posłuchać na dobranoc. Dużą rolę może tu odegrać włącznie dzieci do „prac kulinarnych” lub plastycznych. Jest to okazja, aby dziecko wykazało swój temperament, pomysłowość. Nabiera też pewności, że nie wszystko zależy od dorosłych. Po jakimś czasie dziecko poczuje się pewniej i zacznie szukać naturalnej przyjemności w przynależeniu do grupy innych dzieci. Chłopiec będzie chciał z innymi kolegami budować z klocków, a dziewczynka wspólnie z innymi będzie bawiła się w dom. Bywa też odwrotnie, że dziecko w domu wobec rodzeństwa agresywnie walczy o swoją indywidualność, natomiast w przedszkolu jest spokojne, wyciszone, opanowane – wręcz grzeczne.

 

 Część dzieci, zupełnie jak dorośli w pracy, znajduje w przedszkolu jakąś odskocznię od domowych napięć. Dziecko przecież przeżywa dużo bardziej, np. napięcie między rodzicami lub chorobę kogoś najbliższego. To tylko nam dorosłym wydaje się, że dziecko jest małe i „ono tego nie rozumie”, tymczasem dziecko jest doskonałym obserwatorem i rozumie więcej niż myślimy. A że czasem dziecko nie umie wytłumaczyć co dookoła jest „nie tak”, jego lęk wzrasta, odczuwa ono jakieś zagrożenie. Jest więc dużo powodów, dla których zachowanie dziecka w domu może być zgoła różne niż w przedszkolu. Jeżeli różnica w zachowaniu jest rażąca może być to sygnał czegoś niepokojącego. Dziecko wysyła nam informację, że w którymś z tych miejsc jest mu zbyt trudno. Takim trudnym miejscem może też być dom.

 

 Pamiętajmy jednak o tym, aby dać dziecku możliwość odreagowania, odpoczynku. W domu niech odpocznie od przedszkola i odwrotnie. Oczywiście jeśli dziecko takiego odreagowania wymaga. Przecież my dorośli też wymagamy odpoczynku po pracy w zaciszu domowym, a praca pozwala nam zapomnieć o domowych kłopotach. Podobnie jest z dziećmi. Jeśli nie popadamy w skrajność, mając w domu nieco inne wymagania niż

w przedszkolu, uczymy dziecko elastyczności i adekwatnego odróżniania wymogów sytuacji.

 

MATEMATYCZNE PRZYGODY PRZEDSZKOLAKA

 

MATEMATYCZNE PRZYGODY PRZEDSZKOLAKA

Zdaniem badaczy, dzieci rodzą się gotowe do nauki liczenia. Są wyposażone w tzw. intuicje matematyczne. Dzięki nim u przedszkolaka można rozwijać podstawowe pojęcia matematyczne: dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, a nawet ułamki i liczby ujemne, które dziecko pozna np. przy okazji temperatur poniżej zera. Jeśli dziecko dobrze przygotujemy poruszanie się w świecie liczb będzie dla niego wspaniałą przygodą.

Dziecko w wieku przedszkolnym rozwija intensywnie sprawności poznawcze, które pozwalają mu gromadzić bogate doświadczenia związane z poznawaniem właściwości przedmiotów i zjawisk. Nabywa też doświadczeń i pojęć logiczno – matematycznych dotyczących relacji i zależności między przedmiotami i zjawiskami występującymi w świecie.

Myślenie matematyczne u przedszkolaka kształtujemy przez: umożliwienie mu wielokrotnego doświadczania i eksperymentowania oraz zachęcanie do sprawdzania zdobytej wiedzy i osiągniętych umiejętności w sytuacjach powtarzalnych i nowych. Dziecko w naturalnych sposób rozwija myślenie matematyczne, gdy samodzielnie po wielu próbach dochodzi do odkryć i rozwiązań. Wielość prób uczy wytrwałości w dążeniu do celu oraz rozbudza chęć osiągania rozwiązania na drodze dedukcji. Dzięki czemu wynik toku myślenia, jego mechanizm i sposób zostanie trwale zapisany w pamięci dziecka.

Matematyka jest wszędzie. Szukamy jej w muzyce i dziecięcych wierszykach, a to dlatego, że  muzyka i poezja mają rytm. Liczenie też opiera się na rytmie, np. wskazywanie – nazywanie (pokazuje klocek, mówię jeden, pokazuję drugi klocek, mówię dwa itd.). Dlatego wstępem do matematyki można nazwać naukę wierszyków – wyliczanek, zabawę w starego niedźwiedzia, rysowanie szlaczków (też mają rytm, czyli powtarzalny schemat). Dzieci chętnie ulegają rytmowi i wcześnie zaczynają liczyć. Nie tylko dlatego, że to lubią. Liczenie działa także uspokajająco i, co ciekawe wprowadza w dobry nastrój.

Matematyki można uczyć się na wszystkim. Najważniejsze, by nauka angażowała wszystkie zmysły dziecka, wtedy jest skuteczna. Czasem wystarczy tylko kilka kartek papieru, które  maluch zgniata w kulki (ćwiczy przy okazji sprawność rąk- motoryka mała) i kosz albo pudełko na zabawki, do którego będzie wrzucać kulki, jednocześnie je licząc. Później dziecko wyciąga je, by policzyć, ile wpadło do środka. Taka zabawa angażuje je bez reszty: trzeba rzucić, pobiec, podnieść i sprawdzić. Takie pełne zaangażowanie to najlepszy sposób na naukę w przypadku kilkulatka. Podobnie jest z liczeniem, np. stopni podczas wchodzenia po schodach, samochodów, które stoją na parkingu pod domem, drzew, które oglądamy przez okno itp.

Wszędzie można spotkać liczby i w dodatku dobrze się nimi bawić. Wybierając się w podróż po własnym mieszkaniu, możemy zobaczyć ile możliwości dają nam zwyczajne, codzienne przedmioty.

Kuchnia – to niezwykłe laboratorium. Zaprośmy przedszkolaka do pomocy w kuchni. Nakrywając do stołu, może uczyć się przyporządkowania – ile osób usiądzie do stołu, tyle trzeba przygotować talerzyków, kubków, krzeseł. Rozkładając sztućce, dzieli je na kategorie ze względu na kształt, zapamiętuje też kierunki: z lewej strony widelec, z prawej nóż, u góry łyżeczka. Wspólnie pieczenie szarlotki to okazja do porównywania wielkości. A za nim zabierzecie się do obierania jabłek, możecie je ułożyć wg. wielkości: mniejsze, średnie, duże. Przedszkolak  może porównywać długość skórek z jabłek, przykładając jedna do drugiej. Albo można urządzić konkurs na najdłuższą skórkę – może  je zmierzyć np. za pomocą centymetra krawieckiego lub za pomocą miarki jakiej używa tato podczas remontów. Wspólne robienie ciasta pozwala zaobserwować zmianę formy: np. z kulki  ciasta można ulepić placek. Pieczenie wg. przepisu pokazuje, co to znaczy kolejność – nie będzie ciasta, jeśli najpierw nie wsypie się mąki, cukru, jajek itp. Możemy zważyć niektóre produkty używając wagi kuchennej.

Łazienka – czego można się w niej nauczyć, że np. niektóre części ciała są parzyste, a inne nie, np. myjąc jedną nogę, a potem drugą, starsze mogą wskazywać prawą lub lewą nogę. Przy tej okazji sprawdzamy jakie części ciała nie mają pary. Dzieci uwielbiają napełniać wodą kubeczki i przelewać ja z jednego naczynia  do drugiego. Młodsze dziecko poznaje pojęcia: ,,pełen’’, ,,pół’’ i ,,pusty’’, a starsze, jeśli ma dwa różnej wielkości naczynia, przekona się, ile wody mieści się w jednym, a ile w drugim. To bardzo ważna wiedza matematyczna przedszkolaka na przyszłość.

Garderoba – Uczmy przedszkolaka porządku. W jego szafie jest osobna szufladka na skarpetki, majteczki, bluzy, spodnie itp. Taki podział to nic innego jak klasyfikowanie. Po wyprasowaniu dziecięcej garderoby, układajmy wspólnie ubrania na półkach. Spodnie do spodenek, bluzki do bluzek itp. Podobne zasady obowiązują przy wspólnym z mamą lub tatą porządkowaniu zabawek – klocki do klocków, lalki do wózków, misie do pluszaków.

Pokój dziecięcy – to co się w nim zwykle znajduje, daje wielkie możliwości. Zabawki – na lalkach, autkach, klockach można ćwiczyć pierwsze dziecięce liczenie ,,raz, dwa, trzy’’ – najpierw liczy rodzic, potem maluch próbuje naśladować. Można też porównać ilość: ile samochodów zmieści się na półce, ile przed nią.

Gry planszowe – uczą przestrzegania zasad, emocjonalnego poradzenia sobie z ewentualną porażką, koncentracji uwagi, cierpliwości, stosowania się do instrukcji, to w przyszłości przyda się przy rozwiązywaniu zadań z treścią. Przesuwanie się pionka po polach, to świetna wprawka w liczeniu. Dla dzieci jest to tak pasjonujące zajęcie, że chętnie przesuwają też pionek rodzica, który z nimi gra. Kosta używana w grze wprowadza pojęcie liczby. Najpierw maluch liczy narysowane na niej kropki, potem zapamiętuje układ i bez liczenia wie, ile ich jest. Kostkę z kropkami można później zastąpić np. własnoręcznie zrobioną kostką z cyframi – dziecko poznaje cyfry. A wyższy już stopień wtajemniczenia to gra z dwoma kostkami. Dziecko rzuca obiema kostkami naraz i z pomocą osoby dorosłej liczy, o ile oczek może się przesunąć – jest to nauka dodawania.

Kalendarz i zegar – jeśli powiesimy te przedmioty w pokoju dziecka, zapoznamy je z pojęciem czasu. Są na nich też cyfry, z którymi maluch może się oswajać. Pokażmy mu jak działa zegar, co pokazują wskazówki. Pomóżmy mu zapamiętać tylko jedną ważną dla niego godzinę, na którą czeka, np. porę wspólnego czytania bajki.

Przygodę z kalendarzem dziecko zaczyna od obserwacji, że po dniu przychodzi noc, a potem zaczyna się kolejny dzień. To też rytmiczna sekwencja. Potem przyjdzie czas na pory roku, miesiące. Świetnie sprawdzi się zwykły kuchenny kalendarz z wyrywanymi kartkami. Wyrywanie kolejnej powierzmy dzieciom – bardzo to lubią, to wyraźny dowód na to, że minął jeden dzień. Taki kalendarz pokazuje też upływ czasu -  jest gruby na początku roku, a potem stopniowo chudnie.

Wszystkie zadania stawiane dzieciom związane z matematyką powinny być dla nich ciekawe, zachęcające do zabawy. Ważną rolę odgrywają samodzielne doświadczenia, które przyczyniają się do rozwoju myślenia, a także rozwijają indywidualne możliwości każdego dziecka stosowanie do wieku.

 

 

 

Bibliografia:

1.      Andrzejewska  J., Wierucka J., Razem w przedszkolu, WSiP Warszawa 2009.

2.      Bachańska M., Kształtowanie myślenia matematycznego u przedszkolaków’’, Przedszkole Miesięcznik Dyrektora nr 10, Poznań 2017.

3.      Klim – Klimaszewska A., Pedagogika przedszkolna, PIW Warszawa 2005.

4.      Tolak Ł., Gry liczbowe, Przedszkolak nr 4, Warszawa 2011.

Statystyka odwiedzin: Dziś 225 | Wczoraj 1399 | Ten tydzień 6817 | Ten miesiąc 29600 | Razem 496263

 

Nasi przyjaciele

____________________________________